fbpx

GRZEJEMY JAK KAWALERIA Maciej Kaszuba

Mój Przyjaciel. W pasji kawaleryjskiej jedną z najważniejszych wartości jest związek człowieka z koniem.

Kultywowanie tradycji kawaleryjskiej to dla mnie sposób realizowania życiowej pasji, jaką jest historia. W czasach, kiedy o sile oręża decydowała kawaleria, my Polacy, przez sto lat nie mieliśmy sobie równych. Ale jak to w życiu, wszystko przemija, i kawalerii już nie ma, ale to nie znaczy, że nie powinniśmy pamięci o niej pielęgnować. Choćby dlatego, że i my teraz robimy rzeczy, które są ważne i byłoby dobrze, żeby za 100 lat o nich pamiętano.

Historia jest moją pasją od bardzo dawna, choć zainteresowanie nią biegło innym nurtem niż edukacja, która od szkoły średniej poprzez studia była związana z kierunkami technicznymi. Uważałem ją zawsze za piękniejszą część mojego życia, która wypełnia czas i myśli niezwiązane z pracą i sprawami rodzinnymi. Umiłowanie historii wpisuje się w takie ważne dla człowieka sprawy, jak świadomość przemijania dziejów, stosunek do życia, w to, jak je przeżyć, żeby ono miało sens dla nas samych i żeby nim dawać przykład innym. Okazała się ona ważna do tego stopnia, że ze względu na nią zamieszkałem w Chełmnie. Pochodzę ze Świecia, które leży po drugiej stronie Wisły, skąd często z podziwem i z zazdrością patrzyłem na panoramę Chełmna, miasta o wspaniałej tradycji, gdzie prężnie działają różne stowarzyszenia, które tę tradycję kultywują. Po skończeniu studiów tu się osiedliłem i zacząłem wpisywać się w życie tutejszej społeczności.

Jeździecki Klub Sportowy Szwadron ELTERM

Założyłem go pod koniec lat dziewięćdziesiątych wspólnie z przyjaciółmi. W tej chwili już formalnie nie istnieje, ale zapisał się w tradycji kawaleryjskiej Chełmna, a nawet Polski, godnymi osiągnięciami. Co roku organizowaliśmy zawody jeździeckie tzw. Militari, na wzór Kawaleryjskich Mistrzostw Polski, jakie odbywały się przed wojną. Był to czwórbój, bardzo podobny do współczesnego Wszechstronnego Konkursu Konia Wierzchowego (WKKW), na który składały się skoki przez przeszkody, wyścig terenowy z przeszkodami, tzw. cross, władanie z konia bronią białą, czyli szablą i lancą oraz konkurs strzelecki. Tych zawodów zorganizowaliśmy ok. 10-ciu, z czego jedne miały charakter wyjazdowy, na terenie Parku Myślęcińskiego, gdzie na potrzeby zawodów WKKW został utworzony piękny tor z przeszkodami. Braliśmy również udział w drużynowych Kawaleryjskich Mistrzostwach Polski na terenach Bitwy Warszawskiej w Ossowie koło Wołomina, gdzie zajmowaliśmy dobre miejsca w pierwszej piątce.

"Gdy serce ułana weźmiesz na dłoń, pierwsza jest dziewczyna... przed nią tylko koń." Napisał te słowa, jak się o nim mawia, Ostatni Ułan Rzeczypospolitej gen. Bolesław Wieniawa Długoszowski. A ja na zdjęciu z córką Michaliną

Do chwili obecnej organizujemy tzw. rekonstrukcje, czyli inscenizacje wydarzeń historycznych z udziałem kawalerii. Najważniejsza odbywa się zawsze w pierwszą niedzielę września, upamiętniająca słynną Bitwę pod Krojantami. Ja niestety tylko raz, ale koledzy kawalerzyści z okolic Chełmna kilkakrotnie uczestniczyli w konnym Patriotycznym Rajdzie po Litwie. Oczywiście w ułańskich strojach, które mamy dopracowane do najmniejszego szczegółu.Są to mundury 8. Pułku Strzelców Konnych, który przed wojną stacjonował w Chełmnie. Był częścią Pomorskiej Brygady Kawalerii, która miała za zadanie nie dopuścić do zajęcia przez Niemców tzw. Korytarza Pomorskiego. Niestety zadanie to było niewykonalne. Po wycofaniu się ze straconych pozycji Pułk brał udział w obronie Bydgoszczy, następnie część żołnierzy uczestniczyła w Bitwie nad Bzurą. Inna grupa była wśród jednostek broniących Warszawy, jeszcze inna, pod dowództwem płk. Jerzego Jastrzębskiego, przedostała się w Bieszczady, gdzie nacjonaliści ukraińscy wydali ją Niemcom. Pułkownik Jastrzębski uciekł z niewoli, dostał się do Armii gen. Andersa i szlakiem bojowym przez Bliski Wschód, Afrykę i Sycylię dotarł pod Monte Cassino. Zginął dzień przed Bitwą, podczas przeprowadzania inspekcji bojowej terenów jego jeep wjechał na minę.

alter
Z mgły i kurzu wyłonili się ułani.
ArrowArrow
Slider

Tradycje rodzinne

Moja pasja ma umocowanie w historii rodzinnej, gdyż w pokoleniu moich pradziadków wujek Walerian Czerniak był rotmistrzem 17. Pułku Ułanów Wielkopolskich im. Króla Bolesława Chrobrego w Lesznie i brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej; także mój dziadek ze strony ojca, Aleksander Kaszuba, walczył w tej wojnie, był ułanem w oddziale zwiadowczym. Opowiadał mi osobiście ciekawą historię, jak to jego niewielki, kilkunastoosobowy oddział zwiadowczy napotkał stacjonujących w lesie pod namiotami bolszewików. Było nad ranem, pora sprzyjała zaskoczeniu, a poza tym ocenili, że mają też przewagę liczebną, postanowili więc ich zaatakować. Bolszewicy nie podjęli walki, tylko zaczęli uciekać. Dziadek zobaczył jednego z nich, biegnącego w stronę lasu w kalesonach, strzelił do niego, jednak nie trafił. Może nie było warto o tym wspominać, gdyby nie to, że dziadek później natrafił w materiałach historycznych na wzmiankę, że mniej więcej w tym samym czasie Józef Stalin został zaskoczony w lesie przez polskich ułanów i uciekał w kalesonach. Kto wie, może mój dziadek miał szansę zmienić bieg dziejów. Tym bardziej szkoda, że wówczas chybił.

image description
Rtm. Walerian Czerniak z odznaczeniami po wojnie polsko-bolszewickiej; z rąk Marszałka Józefa Piłsudskiego otrzymał Order Virtuti Militari V klasy.

Amatorska kariera sportowa

Jakieś dziesięć lat temu postanowiłem spróbować sił w sporcie jeździeckim, konkretnie w ujeżdżeniu. Brałem udział w normalnych zawodach Polskiego Związku Jeździeckiego, gdzie wyróżniałem się istotnym szczegółem, gdyż występowałem w mundurze ułańskim, a jak wiadomo obowiązkowych strojem w tej dyscyplinie jest frak i cylinder. Ja nie miałem ani jednego, ani drugiego, poza tym nie bardzo mi się uśmiechało występowanie w takiej postaci. Jednak grupa przyjaciół postanowiła podarować mi w prezencie uniform dresażystów (tak mówi się o zawodnikach ujeżdżenia) i na najbliższych zawodach pojawiłem się we fraku i cylindrze.

Był to jednak pierwszy i ostatni raz, kiedy miałem je na sobie, bo koleżanki i koledzy po prostu mnie wyśmiali i nakazali powrót do munduru. Nie mogło być dla mnie nic lepszego, bo występowanie w mundurze było i jest po drodze z moimi zamiłowaniami, a zgodnie z powszechną opinią dobrze się w nim prezentuję.

Jakiś czas temu podczas wspólnej jazdy samochodem mój przyjaciel grafik Janusz Murzyn zaproponował, żeby markę firmy powiązać z tradycją kawaleryjską. Mnie od razu pomysł bardzo się spodobał i wkrótce jako pierwsze powstało nowe logo, którego autorem jest oczywiście Janusz, a potem zorganizowaliśmy burzę mózgów pod kątem sloganu towarzyszącego nazwie ELTERM. Wykorzystaliśmy dwuznaczność słowa „grzejemy”, które może być rozumiane w podstawowym znaczeniu, co odnosi się do profilu naszej firmy zajmującej się techniką grzewczą, ale może też określać dynamizm, energię działania, pęd – tak właśnie „grzeje” kawaleria. A więc grzejemy jak Kawaleria, i to z dużej litery, co wyraża nasz szacunek do wszystkich wartości, jakie się z nią wiążą. Grzejemy, bo jesteśmy firmą w nieustannym rozwoju, osiągamy sukcesy, wygrywamy z konkurencją, ale też nasze urządzenia grzeją w sensie dosłownym, dają ciepło w domach i innych budynkach. 

Na głównym haśle nie kończą się kawaleryjskie akcenty w naszych działaniach marketingowych, staramy się umieszczać je w różnych miejscach, np. niektóre spośród naszych produktów otrzymały nazwy kojarzące się z tą tradycją. Oprócz widocznego na zdjęciu kotła elektrycznego Rotmistrz mamy Ułana, Pułkownika, Strażnika i wiele innych marek rodem z kawaleryjskiej lub  wojskowej tradycji. Na targach nasze stoiska zawsze mają jakieś elementy końskiego rzędu, co świetnie je odróżnia, zwraca uwagę, budzi zainteresowanie.

Jestem bardzo zadowolony z tego, że moja pasja i to, co uważam za bardzo ważne w szerszych kategoriach (pisałem o tym na samym początku artykułu) znalazło bezpośrednie powiązanie z firmą. Nie tylko ze względów osobistych, ale także pod względem biznesowym. Klienci bardzo dobrze odbierają ten sposób naszej identyfikacji, nie szczędzą pochwał i różnych przejawów sympatii. O tym, że pomysł był trafiony, najlepiej świadczy to, że często spotykamy się z sytuacjami, gdy ktoś nie pamięta nazwy ELTERM, ale doskonale wie, że GRZEJEMY JAK KAWALERIA.

Członek - Założyciel Klubu

Przedsiębiorstwo związane z Fundacją Firm Rodzinnych

GRZEJEMY JAK KAWALERIA Maciej Kaszuba">

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Powiadom mnie mailem o