fbpx

CHEŁMSCY RZEMIEŚLNICY

Chełmscy rzemieślnicy

w obiektywie Grzegorza Chwesiuka i opisach Jacka Barczyńskiego

Jeszcze nie tak dawno szyldy rzemieślniczych zakładów przydawały miastu kolorytu i świadczyły o jego znaczeniu jako ośrodka handlu i usług. W końcu przyszedł czas, że zaczęły one znikać. Bo po co komu krawiec, skoro są butikI i wszechobecne sklepy z tanią odzieżą? A kiedy zepsuje się zegarek czy telewizor, to po prostu kupuje się nowy. Mimo to zakłady rzemieślnicze się bronią. W Chełmie wciąż jeszcze mamy grawera, zegarmistrza, który potrafi zreperować zabytkowy zegar, mechanika precyzyjnego, tapicera, elektromontera czy modystkę. Smutne jest natomiast to, że ci dyplomowani mistrzowie w swoich zawodach zazwyczaj już nie szkolą następców. Bo i po co się uczyć, skoro zamiast długie lata terminować w zakładzie pod czujnym okiem fachowca, wystarczy zarejestrować działalność gospodarczą? Wraz z mistrzami odchodzi też niepowtarzalna obyczajowość. Przecież wizyta w ich zakładzie zazwyczaj nie kończyła się tylko zleceniem usługi i uzgodnieniem ceny. Był też czas na rozmowę o troskach dnia codziennego, sporcie czy polityce. W takich firmach instytucja stałego klienta nabierała specjalnego znaczenia. Dlatego jeśli te zakłady ostatecznie znikną, to miasto, a wraz z nim jego mieszkańcy, staną się ubożsi. Poznajmy więc je nieco bliżej.

Wojciech Hetman – cukiernik, ul. Lwowska 1

Pierwsze ciasto upiekł, kiedy miał siedem lat. Od tamtej pory jego wyroby trafiały na najbardziej wymagające i prestiżowe stoły, nie wyłączając głów państw. Jako pierwszy w Polsce zajął się produkcją wyrobów o podwyższonych walorach smakowych i odżywczych. Za nowatorstwo i profil produkcji otrzymał Certyfikat Georgetown University oraz wiele medali, dyplomów, odznak, laurów, w tym najwyższe możliwe rzemieślnicze odznczenie – Szablę Kilińskiego. Wykształcił już ponad 120 uczniów, a powodem do dumy jest i to, że w oparciu o jego technologie pracują cukiernie w Danii, Francji, Szwecji, Włoszech i Niemczech.

 Tadeusz Banach – zegarmistrz, ul. Kopernika 10

Do uprawiania tego zawodu namówił go sąsiad, znany w mieście zegarmistrz Bolesław Jędruszczak. Przyjął go do spółdzielczego zakładu na ucznia i szybko okazało się, że pan Tadeusz ma wszelkie predyspozycje do tego fachu. Wkrótce zdał egzamin czeladniczy, a następnie mistrzowski w Cechu Rzemiosł w Lublinie. W zawodzie pracuje już 60 lat. Zakład Pana Banacha od lat utrzymuje specyficzny klimat. To swoista izba pamięci jego rzemiosła i zegarów, o których mówi się, że mają swoją duszę. Najcenniejsze okazy przywożą chełmskiemu mistrzowi do naprawy najbardziej wybredni kolekcjonerzy.

Teresa Downarowicz – fryzjerka, ul. Krzywa 27

Po krótkim okresie nauki w Liceum im. Czarnieckiego za namową i pomocą cioci trafiła do znanego w mieście zakładu fryzjerskiego Jana Frąckowiaka. Swojego mistrza i  jego żonę zapamiętała jako wspaniałych, ciepłych ludzi i nauczycieli. To dzięki nim w końcu polubiła profesję, z którą związała się na całe dorosłe życie.  Jej zakład jest miejscem, w którym klientki mogą się podzielić swoimi troskami, ale też radościami dnia codziennego. Dewizą pani Teresy jest, że to,   co usłyszy w swoim zakładzie, nie może wyjść poza jego próg.

 Witold Grela – piekarz, ul. 11 Listopada 24

Już dziadek był piekarzem, także ojciec, który pierwszej własnej piekarni dorobił się w Mełgwi. W 1968 r. kolejną piekarnię, już w Chełmie przy ul. Kolejowej 77 wydzierżawił. Pięć lat później senior przyjął do spółki syna i wyuczył go tak, że ten w 1977 r. uruchomił własną piekarnię przy ul. 11 Listopada 24. Obecnie Pan Witold i synowie prowadzą po kilka sklepów, w których sprzedają swoje wyroby. Witold Grela jest wiceprezesem Stowarzyszenia Piekarzy  Rzemieślników RP.  Wykształcił ponad 30 piekarzy. Niektórych zatrudnił w swoim zakładzie. Najstarszy stażem z jego pracowników jest z nim już ponad 35 lat.

Edward Iłenda – mechanik precyzyjny, pl. Łuczkowskiego 15

Jako przedsiębiorca działa od 1972 r. Najpierw założył sklep z upominkami, zabawkami itp., potem rozszerzył działalność o zakład mechaniki precyzyjnej. O kunszcie zawodowym Edwarda Iłendy świadczy nie tylko opinia chełmian, ale i oficjalna licencja wydana mu przez komendanta wojewódzkiego policji w Lublinie. On sam przyznaje, że nie oparł mu się jeszcze żaden zamek, kasa, ani sejf. Jest dumny, że przed czterema laty stery firmy przejął syn, Robert Iłenda, który wcześniej zdobył kierunkowe wykształcenie politechniczne.

Kazimierz Kaszuba – pozłotnik, ul. Emilii Plater 6

Karierę pozłotnika pan Kazimierz rozpoczął jako uczeń w rodzinnym Radomiu. Bywało, że szef na  długo  wyjeżdżał i wtedy prowadzenie firmy spoczywało na barkach czeladnika, po czym mistrza, którym został w 1980 r. W ciągu prawie 50 lat pracował przy ponad 200 ołtarzach. W Chełmie jeszcze jako pracownik radomskiej firmy pan Kazimierz pozłacał figury św. Stanisława i Wojciecha oraz pilastry w Bazyliice Narodzenia NMP. W końcu, za sprawą żony chełmianki, osiadł tu na stałe. Jego osiągnięcia wojewódzki konserwator zabytków wyróżnił Złotą Odznaką „Za opiekę nad zabytkami”.

Andrzej Komincz – tapicer, Hrubieszowska 20

Miał cztery lata, kiedy jego rodzice – ojciec Litwin, mama Chorwatka – przeprowadzili się z Jugosławii do Polski. Osiedlili się w Chełmie, gdzie Pan Andrzej mieszka i pracuje do dziś. Sam o sobie mówi, że będzie pracował, dopóki wystarczy sił. Lubi robić codziennie coś innego. Kiedy zaczynał karierę tapicera jako pracownik, liczyły się przede wszystkim meble. Od tamtej pory praktycznie zajmował się już wszystkim, co można robić w tym zawodzie – tapicerką w wózkach inwalidzkich, nowoczesnych rolniczych ciągnikach, w samochodach, a nawet w wyciągniętych z lamusa staroświeckich bryczkach.

Marek Kostecki – krawiec, ul. Lubelska 15

Podkreśla, że wybrał to, co naprawdę chciał w dorosłym życiu robić. „Już jako dziecko chętnie odwiedzałem zakład ojca – wspomina Pan Marek – czyściłem mu maszyny, układałem nici i guziki. Przyszedł i taki moment, że sięgnąłem po igłę i coś tam uszyłem. Już wtedy sprawiało mi to przyjemność.  Chociaż jestem krawcem już ponad 30 lat to wciąż się uczę – mówi  – niedawno uszyłem pierwszą w mojej karierze sutannę.  Najbardziej lubię szyć ślubne garnitury, a kiedy widzę uśmiech na twarzy zadowolonego klienta jest to dla mnie najlepszą zapłatą, cały świat wokół mnie wydaje się wtedy lepszy”.

Barbara Kulik – modystka, pl. Łuczkowskiego 19

Pochodzi spod Torunia, w Chełmie zamieszkała ze względu na męża, oficera Wojska Polskiego, któremu tu przydzielono kwaterę. Pracę w skupie owoców i warzyw po długich namysłach zdecydowała się zamienić na własną działalność w wyuczonym zawodzie modystki. Zakład zbudowała go na ofiarowanej jej przez miasto pożydowskiej działce. Był rok 1957. Od tamtej pory ozdobiła głowy tysięcy chełmianek beretami, toczkami, czy kapeluszami z gustownymi dodatkami. A kiedy po przyjeździe do Chełma pierwszy raz poszła do kościoła, wszystkie kobiety na głowach miały zawiązane pod brodą chustki.

Jerzy Moroz – fryzjer, ul. Lwowska 6

To ojciec pana Jerzego zadecydował, że najstarszy, podówczas czternastoletni syn spośród siedmiorga rodzeństwa, zostanie fryzjerem. Nie bez trudu udało się za darmo umieścić go w Spółdzielni Fryzjerów – rzemieślnicy kazali sobie za naukę słono płacić, a rodziny nie było na to stać. Do otwarcia własnego zakładu pan Jerzy dojrzał w 1972 r. Chociaż od dawna jest już na emeryturze to wciąż odwiedza przekazany synowi zakład. Lubi tam posiedzieć, pożartować z ludźmi, a czasem też ostrzyc jeszcze kogoś z rodziny lub znajomych.

Henryk Onyszko – szewc, ul. Kolejowa 59

Fachu nauczył go wujek, który zakład odziedziczył po swoim wujku. W  ten  sposób już trzecie pokolenie pracuje w tym samym miejscu i na tych samych maszynach. Po ukończeniu Technikum Mechanicznego pan Henryk podjął pracę w melioracji, a popołudniami pomagał wujkowi w  warsztacie. W końcu wyszło na to, że w zakładzie zaczął zarabiać więcej niż  na  państwowej posadzie. W tej sytuacji postanowił zostać szewcem na pełnym etacie i tak jest do dzisiaj. 

Grzegorz Sulima – szklarz, ul. Szkolna 16

Z zamiłowania i wykształcenia mechanik samochodowy szklarzem został pod wpływem rodziców. Najpierw miał im tylko pomagać. W 1995 r. przejął po nich zakład. To był już czas, kiedy na rynku zaczęły pojawiać się szyby termoizolacyjne i  plastikowe okna. Epoka szklarzy, którym wystarczył diament, liniał, kit i gwoździki, zaczęła się kończyć.  Ratunkiem było rozszerzenie oferty, m.in. o podlewanie luster czy produkcję akwariów. Doszła do tego sprzedaż ram i oprawianiem zdjęć, grafik, czy obrazów. Czasami są to prawdziwe perełki, którym piękna oprawa dodaje blasku.

Józef Troć – kuśnierz, ul. Wojsławicka 4

Kuśnierzem został, bo nie miał możliwości studiować. W wieku 15 lat trafił do zakładu swojego kuzyna, aby uczyć się zawodu. Potem przez jakiś czas szukał szczęścia w Warszawie i wrócił do Chełma, do państwowego zakładu. Przechodząc na swoje w latach osiemdziesiątych Pan Józef trafił na najlepszy czas dla kuśnierstwa. Posiadanie futra było szczytem elegancji i wyrazem prestiżu. Te złote lata nie trwały długo, bo noszenie futer przestało być w dobrym tonie, a wręcz przeciwnie. Dlatego praktycznie już nie szyje futer, a jedynie je przerabia, bądź reperuje. 

Henryk Tywoniuk – grawer, złotnik, ul. Kopernika 10

Absolwent Technikum Mechanicznego i Studium Nauczycielskiego, pierwszą pracę podjął w FSC w Lublinie. Grawerką na własny rachunek zajął się po powrocie do Chełma, gdzie został nauczycielem zawodu w Zakładzie Doskonalenia Zawodowego. Poza grawerką zajmował się m.in. konserwacją wykonanych z metalu antyków. Robił znaczki, płyty i  medale pamiątkowe, przyjmował zamówienia na sztandary, matryce, stemple czy plombownice, naprawiał też biżuterię. Obraz wręczony Janowi Pawłowi II podczas jego wizyty w Lublinie, został opatrzony tabliczką, która wyszła spod jego ręki.

Wojciech Zajączkowski – drukarz, ul. Okszowska 41

Syn drukarza Jacka Zajączkowskiego, żonę też poznał w drukarni, a ich córka – a jakże – ukończyła Technikum Poligraficzne. Teraz, po śmierci żony, oboje prowadzą małą drukarnię w biurowcu Chełmskich Linii Autobusowych. W swojej karierze pan Wojciech obserwował szalony postęp w jego branży. Ze wszystkich sił starał się nadążać za tymi zmianami i skoro do tej pory jest czynnym drukarzem, oznacza to, że się nie poddał, ale też temu postępowi sprostał. Drukarnia Zajączkowskich drukuje różnego rodzaju formularze, faktury, karty pojazdów, ale też reklamowe gazetki, foldery, a nawet książki. 

Franciszek Kazimierz Żołnacz – elektromechanik, ul. Mickiewicza 41

Najpierw przez 25 lat pracował w państwowych firmach usług RTV. Kiedy w 1991 r. aktualny pracodawca przestał istnieć pan Franciszek został rzemieślnikiem. Wtedy telewizor jeśli jeszcze na gwarancji psuł się do pięciu razy, to i tak  był to udany egzemplarz. Ale z drugiej strony w tamtych czasach nie było problemu z naprawami telewizorów – dostępne były dokumentacje i schematy, dzisiaj kosztują niebotyczne pieniądze. Do tego dziś klient zawczasu pyta, czy aby koszt naprawy nie przekroczy 100 zł. Jeśli tak, to woli kupić nowy telewizor, albo używany w komisie. 

POLECAMY

CHEŁMSCY RZEMIEŚLNICY">

Dodaj komentarz

avatar
  Powiadomienia  
Powiadom mnie mailem o